czwartek, 10 listopada 2011

Italia


Cześć dziewczyny :)

Oj długo mnie nie było.. Wróciłam już w poniedziałek, jednak te trzy tygodnie dały mi się we znaki i postanowiłam napisać do Was jak już się troszkę odnajdę w tym bałaganie :) Co do samego wyjazdu... 
       Hotel w którym pracowałam był świetny! Moim szefem był bardzo sympatyczny, wyrozumiały Włoch, który wyglądał trochę jak starsza wersja Richarda Gere'a z "Pretty Woman" ;) Jego czysty angielski powalił mnie na kolana zwłaszcza, że we Włoszech np. w sklepie, nikt nie mówił w tym języku, wszystkie transakcje odbywały się za pomocą bardzo zaawansowanego języka migowego lub dialogu na miarę : 'kali pić, kali jeść'.. Jak dobrze, że zakupy spożywcze dane mi było robić w, oddalonym o 100m od mojego ośrodka, hipermarkecie LIDL! Pomijając temat języka to stwierdzam, że Włochom nie powinno dawać się prawa jazdy.. Oni po prostu jeżdżą jak im wygodnie :D Do pracy jeździłam rowerem (bo miałam jakieś 45 minut na nogach) i co najmniej 10 razy cudem uniknęłam zderzenia czołowego z ni stąd ni zowąd wyjeżdżającym autem. Milusio. Poza tym Włochy są piękne i po uszy zakochałam się w tych górzystych terenach ;) 
Co do godzin popołudniowych to była jakaś masakra na kółkach. Ludzie z którymi miałam 'przyjemność' przebywać 3 tygodnie chlali dzień w dzień i uważali to za szczyt dobrej zabawy.. Mnie nasuwa się tylko jedno stwierdzenie... Domyślacie się jakie. Także teraz przez najbliższy miesiąc będę regenerować swoje siły psychiczne. Choć ten wyjazd pozwolił mi odkryć w sobie jedną ciekawą cechę. Obojętność. Dopiero teraz zauważyłam jak mało obchodzą mnie opinie innych na mój temat. Ludzie mają czasem zadziwiająco dużo do powiedzenia. Wiecie może z czego to wynika? Bo ja nadal nie mogę wyjść ze zdziwienia i zarazem rozbawienia.
Kilka fotek i obiecuje, że następny post będzie już w 100% kosmetyczny ;)

Widok z kilkudziesięciometrowego tarasu widokowego umieszczonego na szczycie wieży budynku w którym mieści się muzeum kina! :)
Jedna z uliczek Alby w trakcie trwania ogromnego targu.
Jedna z uroczych uliczek w Barolo.
Widoki które mogłam podziwiać w drodze do Lidla :D
Rezerwat skał o dźwięcznej nazwie CIUCIU..
Bajkowy widok z diabelskiego mostu w mieście o zapomnianej przeze mnie nazwie :P
Gorąca czekolada o konsystencji budyniu....!!
Magdalena ciężko pracująca.

Włoskie słodkości..!

Penthouse'y w których zostaliśmy upchnięci jak bydło.

Mam nadzieję, że Wasze trzy tygodnie były lepsze :) Jak ten czas szybko leci... Już 10 listopad! :)))




Pozdrawiam,
Spark



3 komentarze:

  1. O tak Włochy są piękne;) Z tym ruchem ulicznym i porozumiewaniem się w sklepie masz zupełną rację, też tego doświadczyłam będąc tam na wakacjach;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za te parę słów :*