wtorek, 29 listopada 2011

Recencja One by One

Witajcie moje drogie :)


Dziś ze względu na to, że pozwoliłam sobie przyspieszyć mój czas wolny (co zdarza się niezmiernie rzadko), przychodzę do Was z recenzją wszystkim już znanego tuszu do rzęs firmy Maybelline 'One by One volum' express mascara'. Dlaczego, więc postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią na temat tego kosmetyku skoro wszyscy już wszystko wiedzą? Ponieważ sądzę, że to kolejny przykład przereklamowania produktu przez media :D Zainteresowanych zapraszam do zagłębienia się w szczegóły.. ;)



Koszt : Zależny od drogerii w której kupujemy. Widziałam go w przedziale cenowym od około 35 do 25 zł (promocja). Ja swój egzemplarz zakupiłam jeszcze będąc we Włoszech i zapłaciłam 18 euro.. przeliczając na złotówki słono przepłaciłam i gorzki jest mój żal z tego powodu xD
Pojemność : 10,4 ml - sporo jak na tusz :)
Opakowanie : Z pewnością przyciąga uwagę i zajmuje nadprogramową ilość miejsca w kosmetyczce :P Zawiera wszystkie informacje na temat składu, pojemności, koloru, miejsca produkcji, niestety bez daty ważności produktu.. Wszystko ładnie się dokręca, więc mamy pewność, że nic nam za szybko nie wyschnie tak jak to miało miejsce w jednej z moich poprzednich mascar.. 
Szczoteczka : Ogromny, silikonowy jeż -takie skojarzenie przychodzi mi pierwsze na myśl gdy patrzę na ten aplikator :D Faktem jest że wygląda bardzo efektownie, jednak stwierdzam po trzech tygodniach stosowania, że ciężko jest nim pomalować sobie rzęsy w kącikach oczu nie paćkając przy okazji wszystkiego dookoła.. Plusem jest idealna ilość tuszu pozostająca na szczoteczce po wyciągnięciu jej z opakowania, które dzięki temu pozostaje czyste i nie musimy bawić się w zbieranie nadmiaru produktu.
Konsystencja : W kierunku gęstej.
Trwałość : W tym przypadku tusz nie spełnia moich oczekiwań. Początkowo wszystko się ładnie trzymało, jednak po tygodniu użytkowania zaczął się kruszyć. Maluję rzęsy rano, zazwyczaj koło 8. Około 15 mam już osypany tusz pod oczami. Natomiast wieczorem zostają na moich rzęsach już tylko szczątki tuszu, przy czym same rzęsy wyglądają jakby były postrzępione, co wygląda mało estetycznie..
Efekt : Przeciętny. Najzwyklejszy efekt podkreślenia. Ni to podkręcenie, ni to wydłużenie. Poza tym lekko skleja rzęsy i często zdarza się mu pozostawiać grudki, czego szczerze nie cierpię.
Demakijaż : Łatwo się go pozbyć, w sumie nic dziwnego skoro pod koniec dnia prawie nic nie zostaje na rzęsach :D Używam płynu micelarnego z AA i bezproblemowo daje rade.
Ocena końcowa : Tusz sam w sobie nie jest zły, zaliczam go jednak do tych przeciętnych - głównie ze względu na trwałość. Uważam, że produkt z taką renomą powinien dawać z siebie trochę więcej. Jest to oczywiście moje, subiektywne zdanie i cieszę się, jeżeli którejś z Was przypadł do gustu. Ja jednak nie kupię go ponownie, a już na pewno nie za tę cenę :)

Tak wygląda na moich rzęsach:



 - - -

A co Wy o nim sądzicie? 
Mogłybyście polecić mi jakiś tusz ładnie wydłużający rzęsy? 


Pozdrawiam,
Spark

 

sobota, 26 listopada 2011

Rimmel Match Perfection


Cześć kobity :)

Nie mam ostatnio ani grama czasu na nic, zbliżający się koniec pierwszego semestru + nadrabianie zaległości robi swoje, tak więc ku mojemu niezadowoleniu systematyczność notek spadła na łeb na szyję.. Dziś jednak pobawiłam się trochę aparatem i obiecuję, że się poprawię :) 

Zrobiłam wczoraj mały napad na Rossmanna w celu kupna prezentu mojej mamie oraz uzupełnienia kosmetycznych zapasów. W ręce wpadło mi parę ciekawych rzeczy m.in. kremowy podkład w żelu Rimmel Match Perfection w kolorze 100 ivory, ku mojej uciesze był w promocyjnej cenie 19.99 :D Przyznam, że poszukiwałam czegoś nowego bo z mojej letniej opalenizny zostały jedynie wspomnienia i zauważyłam, że wszystkie (aż 2) podkłady które posiadam stały się trochę za ciemne.. Szkoda bo dopiero zaczęłam się lubić z innym podkładem Rimmela - Lasting Finish 25 hour. Jest to moim zdaniem bardzo tłusty podkład i na ciepłe dni kompletnie się nie nadaje (dlatego przez długi czas go nienawidziłam), więc dopiero teraz, gdy zaczęło być chłodno zaczął spełniać swoje zadanie w 100%. Tyle że odcień 200 soft beige to aktualnie nie mój kolor ;)
Nie mogłam się oczywiście doczekać jego wypróbowania na następny dzień. I wczoraj rano nastał ten dzień :D Wklejam Wam zdjęcie całej twarzy + dokładniejszy makijaż oka. Mój chłopak stwierdził, że na jednym ze zdjęć wyglądam 'klaunowato', ale niestety taką mam twarz i nic z tym nie zrobię xD Tak wiec 'dystans do siebie trzeba mieć' ;) Dokładniejszą recenzję podkładu zrobię pewnie w okresie świątecznym, także jeżeli jesteście ciekawi mojej opinii to zapraszam na późniejszą recenzję :)

Do nałożenia podkładu użyłam mojego ukochanego flat topa z firmy E.L.F. - sprawdził się fenomenalnie. Wybrałam odcień chyba najjaśniejszy z możliwych, mimo to wpasował się idealnie do koloru mojej skóry. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona pierwszym wrażeniem i mam nadzieję, że tak już pozostanie :)

Efekt:



Na twarz użyłam:




-Podkład Rimmel Match Perfection w kolorze 100 ivory
-Korektor pod oczy Essence Stay Natural w kolorze 03 soft beige (recenzja)
-Puder sypki My Secret transparentrny
-Róż w kamieniu Miss Sporty Oh Blushed again w kolorze 003 sienna (recenzja)
-Rozświetlacz w kulkach Grace (tu znajdziecie o nim parę słów)
-Baza pod cienie My Secret







Do wykonania makijażu oczu użyłam :


-Jasny cień w kolorze beżowym z trio cieni Miners (na całą powiekę)
-Szaro-brązowy cień z duo cieni Astor które dostałam w prezencie od Kamili :* i teraz jest już nieodłącznym elementem w moim makijażu :) (w załamanie powieki) 
-Brązowy cień ze złotym pyłkiem Essence nr. 09 Get Ready (do przyciemnienia zew. kącika oka i na dolną powiekę) (recenzja)


-Kredka do oczu Miss Sporty w kolorze 002 Solid (do wypełnienia brwi)
-Maskara Maybelline One by One

 Na ustach miałam:

-Carmex (bazowo)
-Błyszczyk Eveline seria Sweet Cream nr. 332


- - -

Jak Wam się podoba taki dzienny look? Wygląda w miarę naturalnie, czy raczej zbyt przerysowanie? :)

Jak widzicie zmieniłam szablon bloga - bardziej przejrzyście, kobieco, spokojnie.. Ogarnęłam wreszcie jak dodaje się strony, więc myślę, że zakładki ułatwią Wam czytanie bloga i wyszukiwanie postów na interesujące Was tematy :) Myślę, że to zmiana na lepsze, a jakie jest Wasze zdanie? Czekam na opinie.



Pozdrawiam,
Spark



środa, 16 listopada 2011

Złota czwórka

Hej dziewczyny :)

Dziś przedstawiam Wam moich ulubieńców. Nie jest to żadne podsumowanie miesiąca ani nic z tych rzeczy. Po prostu.. Kosmetyki, które zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie i polecam ich wypróbowanie :)

Krem na dzień dla skóry normalnej/mieszanej Garnier Skin Naturals. 
Cena produktu to około 15 złotych.
Co mnie w nim zachwyciło? Przede wszystkich konsystencja.. wodnista - taka jaką lubię, przez to krem jest bardzo lekki, błyskawicznie się wchłania i co najważniejsze świetnie nawilża moją mieszaną cerę. Używam go na dzień ponieważ idealnie nadaje się pod makijaż. Polecam wszystkim posiadaczkom cer mieszanych ;)



Odżywka bez spłukiwania marki Joanna Naturia, z miętą i wrzosem przeznaczona do włosów normalnych z skłonnością do szybkiego przetłuszczania się.
Mój ostatni hit głównie ze względu na zapach - niesamowita eksplozja świeżości. Stosuję tę odżywkę ze spłukiwaniem, ponieważ nie wyobrażam sobie dodatkowo obciążać moich włosów kosmetykami tego typu. Mimo to, działa na moje włosy bardzo pozytywnie : stały się bardziej miękkie, lśniące i lepiej się układają. Zaznaczam, że mam włosy bardzo cienkie, jest ich stosunkowo mało (ostatnimi czasy przechodziły okres masowego wypadania) i myję je codziennie ze względu na to, że szybko przetłuszczają się przy nasadzie oraz.. z przyzwyczajenia :D
Cena odżywki to niecałe 10 zł.


Eyeliner w żelu marki Essence w ocieniu 02 London Baby (około 10 zł) + pędzelek do Eyelinera Essence (około 9 zł).
Zakochałam się w tych produktach od pierwszego użycia. Nigdy wcześniej nie miałam przyjemności wykonywać kreski eyelinerem w żelu, szczerze powiedziawszy troszkę się tego bałam. Myślałam, że nie będę potrafiła posłużyć się pędzelkiem i ogólnie nie wyobrażałam sobie jak to miałoby wyglądać w moim wykonaniu - mimo tego że obejrzałam milion tutoriali na YT xD Tak więc byłam bardzo przejęta, gdy parę dni temu zakupiłam mały słoiczek z ciemną mazią i ostatnią (wystawioną w szafie) sztukę skośnego pędzelka. Początkowo myślałam, że żel będzie miał zwykły brązowy kolor, a tu zaskoczenie, ponieważ w brązowej bazie mamy zatopiony delikatny złoty pyłek - mnie osobiście bardzo się to podoba i przypomina mi cień do powiek także z tej firmy nr. 09 Get Ready (może któraś z Was go kojarzy? :)). Pierwsza aplikacja poszła gładko i efekt jaki zobaczyłam przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.. Zawsze robiąc kreskę eyelinerem w kałamarzu uzyskiwałam 'sztuczną', wyrazistą linię, natomiast kreska wykonana przy pomocy eyelinera żelowego jest w połowie bardziej naturalna i delikatniejsza.. Wspomnę Wam jeszcze, że ten eyeliner ma konsystencję bardziej kremową niż żelową, przez co bardzo przyjemnie się go używa, co do trwałości to na mojej powiece trzyma się cały dzień bez szwanku i do tego bardzo ładnie schodzi przy użyciu płynu micelarnego. Nic dodać nic ująć ;)
Polecam.

Pomadka do ust marki AVON seria Colortrend w odcieniu Pink Sunrise (ok.9zł)
Dlaczego tak bardzo przypadła mi do gustu? Spójrzcie tylko na kolor... CUDNY! Niesamowicie uniwersalny. Po prostu taki mój, najmójszy :))
Stanowi idealnie wykończenie do makijażu dziennego jak i przy bardziej wieczorowym look'u np. mocno podkreślonych oczach. Nie jest jakoś specjalnie nawilżająca, ale też nie wysusza. Trwałością nie grzeszy, ale nie spotkałam się jeszcze z jakimkolwiek trwałym produktem do ust - przy mnie jest to po prostu nie możliwe xD
Zrobiłam parę zdjęć porównawczych z pomadką 070 Airy Fairy aby mniej więcej określić Wam jej kolor.
(nie wiem czy to wyłapiecie, ale Avonowa wpada troszkę bardziej w beż niż Rimmel)


 Polecam wypróbować :)



I to już na tyle. A jacy są wasi faworyci? ;)
 Kurcze jak ten czas szybko leci.. czuję się jakbym miała trzy tygodnie wyrwane z życiorysu..
W dodatku ta pogoda mnie dobija - wychodzę rano z domu : ciemno, wracam po południu : ciemno - i co ja mam z tego dnia? xD


Pozdrawiam,
Spark


niedziela, 13 listopada 2011

Pielęgnacyjne HITY i KITY

Cześć dziewczyny :)

Wybaczcie, że tak ostatnio Was zaniedbuje, ale nadal staram się wrócić do normalnego życia po przyjeździe. Nie o tym jednak chciałam pisać. W trakcie wyjazdu dwie części mojego ciała, a konkretnie usta i dłonie zaczęły się buntować. Skóra w tych okolicach pierzchła, pękała i w efekcie miejscami krwawiła. Spowodowane to było oczywiście twardą wodą, detergentami (głównie w pracy) i suchym powietrzem (w domkach miałyśmy liche ogrzewanie i ratowałyśmy się kuchenką gazową..). Oczywiście przed wyjazdem poczyniłam małe przygotowania na wypadek gdyby coś takiego miało miejsce i gdy tylko zaobserwowałam pierwsze objawy w ruch poszły dwa nabyte przeze mnie produkty.

KIT numer 1

Krem do rąk Nawilżająca Pielęgnacja 7 dni z ekstraktem z mango.


Wiązałam z tym kremem wielkie nadzieje, ponieważ bardzo lubię Garniera i nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłam od nich jakiś bubel. W asortymencie kremów do rąk tej firmy znajdziemy ich kilka różnych rodzajów. Ja wybrałam krem przeznaczony do skóry szorstkiej. 
Na opakowaniu producent informuje nas, że :
"Krem do rąk Nawilżająca Pielęgnacja 7 dni wzbogacony został, po raz pierwszy w Garnierze, o składnik L-BIFIDUS, inspirowany probiotykami znajdującymi się w jogurtach naturalnych. L-BIFIDUS wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry, chroniąc ją przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi takimi jak twarda woda, ogrzewanie, powodującymi nadmierne wysuszenie skóry. Lekka, szybko wchłaniająca się formuła została wzbogacona o ekstrakt z mango, aby wygładzić Twoją skórę i sprawić, by stałą się miękka."
 Wszystko ładnie pięknie tylko, że po nałożeniu tego kremu na dłonie nie dzieje się zupełnie NIC! Skóra jest tak samo przesuszona, pęka i piecze. Krem przed niczym nas nie ochroni, a tym bardziej nie pomoże nam ukoić spierzchniętych dłoni. Tak jak wspominałam produkt testowany w warunkach jakie zostały podkreślone w opisie ;) Sama formuła kremu jest rzeczywiście bardzo lekka, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że ma konsystencję mleczka. Co do opakowania to nie wiem czemu, ale zawsze okropnie się męczę żeby je zakręcić, nie rozumiem filozofii zakręcanych kremów do rąk zamiast zamykania ich dużo wygodniejszą 'klapką' -.-
Podsumowując produkt a pewno nie nada się dla osób które mają problem z szorstką skórą w okresie zimowym. Polecam jednak dla tych, którzy szukają tylko lekkiego nawilżenia i szybkiego wchłaniania się kremu.
Cena to około 6 zł za 75 ml.

  KIT numer 2

Natural Lip Balm z mentolem i kamforą.

O tym produkcie wspominałam Wam już parę postów wcześniej, kupiłam go bo mój Carmex w sztyfcie zakończył swój żywot i chciałam wypróbować to cudo o którym wszyscy tyle mówią, że podobno taki wspaniały zamiennik Carmexu. Moje pierwsze odczucia okazały się być jak najbardziej trafne. Zwykła wazelina z mentolem. Do Carmexu brakuje mu działania wygładzającego i nawilżającego. Nakładałam ten produkt przez bite półtora tygodnia, parę razy na dzień i... skapitulowałam. Zużycie możecie zaobserwować na zdjęciu. Efekt? Minimalne nawilżenie i wygładzenie. Nie chciało mi się z nim bawić. Co do opakowania produktu to według mnie bardzo gustowne, moja mama cały czas mi powtarza, że kiedyś miała taki perfum w kremie zamknięty w podobnym pudełeczku :) Zapach balsamu podobny do Carmexu, jedni kochają drudzy nienawidzą.
Podsumowując odradzam kupno tego balsamu. Za te niewielkie pieniądze polecam zupełnie coś innnego..
Cena to około 7 zł w drogeriach Rossmann za 10g.

HIT numer 1

Krem do rąk NIVEA SOS


Wkurzona na Garniera w drodze powrotnej z pracy wstąpiłam do jakiejś dziwnej drogerii pokroju polskiego Douglasa z nadzieją, że kupię jakiś dobry krem do rąk. Niestety w całej drogerii znalazłam tylko te z Nivei xD Skuszona napisem SOS, wrzuciłam do koszyczka. Niestety krem wykorzystałam cały i przed wyjazdem wyrzuciłam opakowanie..
Producent pisze:
"Regenerujący krem do rąk z panthenolem i olejkiem z nagietka. Przeznaczony do pielęgnacji wyjątkowo suchych i zniszczonych dłoni. Odżywia, wygładza, działa niczym ochronne rękawiczki."
Wreszcie opakowanie z którym nie musiałam się męczyć :D Produkt ma konsystencję bardzo treściwą, przypominającą krem do rąk z Neurogenny. Po ściśnięciu opakowania wyłania się nam cieniuteńka strużka produktu - dokładnie tak samo w przypadku Neutrogenny. Stwierdzam więc, że jest to bardzo dobry zamiennik! Nie orientuję się za bardzo jak to wychodzi cenowo, ale wydaje mi się, że Neutrogenna jest trochę droższa niż Nivea. Wracając jednak do działania.. Używałam tego kremu codziennie do końca wyjazdu, szczególnie obficie smarowałam nim dłonie w pracy po każdym zetknięciu z wodą i powiem Wam, że dopiero w tedy zauważyłam jak moje ręce powoli wracają do życia. Produkt zdecydowanie ukoił i nawilżył moją skórę, także suche skórki wokół paznokci przez co wszystko od razu estetyczniej wyglądało :D Po rozsmarowaniu, szybko się wchłania i zostawia bardzo delikatną warstwę ochronną - nie klejącą, ale przyjemną - w przypadku gdy się ma tak zmasakrowane dłonie jak ja w tedy -.-
Podsumowując polecam szczególnie na zimę osobom które chcą uchronić ręce od nadmiernego pierzchnięcia :)

HIT numer 2

Balsam do ust Labello Med Protection

Tego balsamu nie widziałam nigdzie w Polsce (produkt pochodzi z Niemiec), natomiast chyba Nivea ma podobny zamiennik. 
Historia nabycia tego produktu jest taka sama jak w przypadku kupna kremu do rąk. Szukałam czegoś co uratuje mnie przed całkowitym unicestwieniem skóry moich ust. I tym razem zostałam skuszona napisem na opakowaniu.. tym razem MED PROTECTION - taaa to zdecydowanie coś dla mnie :D I co się okazało? Był to kolejny strzał w dziesiątkę. Produkt wygodny bo w sztyfcie, nie musimy sobie już brudzić palców przy aplikacji (nie żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało). Informacja najważniejsza - zawiera SPF 12 ;) Skupmy się jednak na działaniu.. Już po dwóch użyciach skóra na moich ustach przestała wariować. Usta były wyraźnie nawilżone, wygładzone i znowu zdrowo wyglądały - mogłam wreszcie zacząć molestować swoją nową szminkę z Avonu, którą pokażę Wam w następnym poście :D Moim zdaniem jest to najlepszy balsam do ust jaki kiedykolwiek używałam - poważnie. 
Jeżeli szukacie czegoś naprawdę dobrego - polecam ten produkt.
Cena to gdzieś w granicach 5 euro.



Pozdrawiam,
Spark


czwartek, 10 listopada 2011

Italia


Cześć dziewczyny :)

Oj długo mnie nie było.. Wróciłam już w poniedziałek, jednak te trzy tygodnie dały mi się we znaki i postanowiłam napisać do Was jak już się troszkę odnajdę w tym bałaganie :) Co do samego wyjazdu... 
       Hotel w którym pracowałam był świetny! Moim szefem był bardzo sympatyczny, wyrozumiały Włoch, który wyglądał trochę jak starsza wersja Richarda Gere'a z "Pretty Woman" ;) Jego czysty angielski powalił mnie na kolana zwłaszcza, że we Włoszech np. w sklepie, nikt nie mówił w tym języku, wszystkie transakcje odbywały się za pomocą bardzo zaawansowanego języka migowego lub dialogu na miarę : 'kali pić, kali jeść'.. Jak dobrze, że zakupy spożywcze dane mi było robić w, oddalonym o 100m od mojego ośrodka, hipermarkecie LIDL! Pomijając temat języka to stwierdzam, że Włochom nie powinno dawać się prawa jazdy.. Oni po prostu jeżdżą jak im wygodnie :D Do pracy jeździłam rowerem (bo miałam jakieś 45 minut na nogach) i co najmniej 10 razy cudem uniknęłam zderzenia czołowego z ni stąd ni zowąd wyjeżdżającym autem. Milusio. Poza tym Włochy są piękne i po uszy zakochałam się w tych górzystych terenach ;) 
Co do godzin popołudniowych to była jakaś masakra na kółkach. Ludzie z którymi miałam 'przyjemność' przebywać 3 tygodnie chlali dzień w dzień i uważali to za szczyt dobrej zabawy.. Mnie nasuwa się tylko jedno stwierdzenie... Domyślacie się jakie. Także teraz przez najbliższy miesiąc będę regenerować swoje siły psychiczne. Choć ten wyjazd pozwolił mi odkryć w sobie jedną ciekawą cechę. Obojętność. Dopiero teraz zauważyłam jak mało obchodzą mnie opinie innych na mój temat. Ludzie mają czasem zadziwiająco dużo do powiedzenia. Wiecie może z czego to wynika? Bo ja nadal nie mogę wyjść ze zdziwienia i zarazem rozbawienia.
Kilka fotek i obiecuje, że następny post będzie już w 100% kosmetyczny ;)

Widok z kilkudziesięciometrowego tarasu widokowego umieszczonego na szczycie wieży budynku w którym mieści się muzeum kina! :)
Jedna z uliczek Alby w trakcie trwania ogromnego targu.
Jedna z uroczych uliczek w Barolo.
Widoki które mogłam podziwiać w drodze do Lidla :D
Rezerwat skał o dźwięcznej nazwie CIUCIU..
Bajkowy widok z diabelskiego mostu w mieście o zapomnianej przeze mnie nazwie :P
Gorąca czekolada o konsystencji budyniu....!!
Magdalena ciężko pracująca.

Włoskie słodkości..!

Penthouse'y w których zostaliśmy upchnięci jak bydło.

Mam nadzieję, że Wasze trzy tygodnie były lepsze :) Jak ten czas szybko leci... Już 10 listopad! :)))




Pozdrawiam,
Spark